Zmiana planów…

No cóż, epidemia dotyka nas również w kwestiach wyprawowych…

Musimy skorygować nasze plany. Przynajmniej dwa odcinki zaplanowane na wiosnę 2020 nie dojdą do skutku. Są to przejścia przez Pieniny i Tatry. Musimy je przesunąć na inne pory roku, w nadziei że epidemia ustąpi i pozwoli dokończyć dopiero co rozpoczęty projekt.

Poniżej prezentujemy zmodyfikowany harmonogram. Oby się udało go zrealizować. Koniec projektu przesuwa się nam na wiosnę 2021.

Odcinek D – Góry Leluchowskie i Beskid Sądecki – zima 2019
Leluchów – Muszyna – Pusta Wielka – Hala Łabowska – Rytro
ZREALIZOWANO

Odcinek A – Bieszczady – lato 2020
Przełęcz Bukowska – Halicz – Tarnica –Krzemieniec – Okrąglik – Rydoszowa – Przełęcz Łupkowska

Odcinek B – Beskid Niski – lato 2020
Przełęcz Łupkowska – Kanasiówka – Przełęcz Dukielska

Odcinek F – Tatry – jesień 2020
Wierch Poroniec – Tatry Wysokie – Tatry Zachodnie – Chochołów

Odcinek C – Beskid Niski i Góry Leluchowskie – jesień 2020
Przełęcz Dukielska – Baranie – Czeremcha – Jaworzyna – Lackowa – Muszynka – Leluchów

Odcinek E – Pogórze Popradzkie, Pieniny i Spisz – zima 2020
Piwniczna Zdrój – Eliaszówka – Wysoka – Trzy Korony – Niedzica – Jurgów – Wierch Poroniec

Odcinek G – Beskid Żywiecki – wiosna 2021
Wincierówka – Babia Góra – Pilsko – Rycerzowa – Wielka Racza – Zwardoń

Odcinek H – Beskid Śląski – wiosna 2021
Trójstyk – Stożek Wlk – Czantoria Mała – Ustroń

Pierwszy odcinek już za nami!

Odcinek D – Beskid Sądecki i Góry Leluchowskie – grudzień 2019
Rytro -> Hala Łabowska -> Pusta Wielka -> Muszyna -> Leluchów

Po cichutku, nie mówiąc nikomu, zaczęliśmy i zakończyliśmy z sukcesem pierwszy etap naszej wyprawy Karpackim Szlakiem Granicznym (KSG). Na pierwszy ogień wzięliśmy w miarę spokojny Odcinek D z Rytra przez Jaworzynę Krynicką, Muszynę i zakończony w Leluchowie.

To jeden ze środkowych odcinków naszego KSG, w dodatku oddalony o ładnych kilka kilometrów od granicy. W tym rejonie granica biegnie zasadniczo rzeką Poprad, wzdłuż której mamy głównie szosy, dlatego zdecydowaliśmy się pójść szlakami naśladującymi przebieg granicy, ale jednak w górach. Na start projektu w sam raz.

Dzień 1. Rytro -> Cyrla

Planowaną na ok. 60 km trasę zaczęliśmy w znanym nam już dobrze zajeździe w Rytrze. Po zacnym jak zawsze tam obiedzie naszym pierwszym celem było wyjście czerwonym szlakiem do schroniska Cyrla. Choć na pierwszy rzut oka podejście wydaje się bardzo strome, to jednak trasa jest bardzo sympatyczna i szło się dość sprawnie. Samo schronisko – super. Przemili właściciele, klimat jakiego próżno już szukać na bardziej uczęszczanych szlakach. Odpoczywa się tam bardzo miło.

Dzień 2. Cyrla -> Hala Łabowska -> Jaworzyna Krynicka

Po spokojnej nocce i porannej kawce ruszyliśmy na szlak. Temperatura określana przez nas jako „ujemne zero” oraz  słaby wiatr pozwalały z początku sądzić, że droga do Schroniska na Jaworzynie Krynickiej będzie mijać miło i spokojnie. Niestety najpierw mgła, a później po wyjściu na grzbiet wiatr, troszkę popsuły  nam widoki i nastrój. Do tego Łukaszowi popękały buty i zaczął nabierać wody (to już się nie zmieniło aż do Leluchowa).

Po drodze wizyta w schronisku na Hali Łabowskiej, które leży mniej więcej w połowie Głównego Szlaku Beskidzkiego – w przypadku Piotra to właśnie był moment osiągnięcia owych 50%, począwszy od Ustronia w Beskidzie Śląskim.

Podejście na Runek było nieco męczące, więc na nocleg doszliśmy już mocno zmęczeni. W samym schronisku byliśmy jedynymi turystami, mogliśmy zatem spokojnie posiedzieć przy kominku. Obsługa trzymała też dla nas otwarta kuchnię, a ciepła kolacja to było właśnie to, czego było nam potrzeba. Na minus tylko brak ciepłej wody… niemniej jednak ukontentowani grzańcem (niektórzy) regenerowaliśmy siły na kolejny dzień.

Dzień 3. Jaworzyna -> Pusta Wielka -> Muszyna

Zaczęliśmy od zabezpieczenia cieknących butów Łukasza taśmą i kolejnego wejścia na Runek, ponieważ trzeba nam było wrócić na szlak do Muszyny. Po drodze w kolejnym fantastycznym miejscu, jakim bez wątpienia jest Bacówka nad Wierchomlą, dopadła nas rzeczywistość i ponad godzinkę spędziliśmy rozwiązując poniedziałkowe problemy firmowe. Na szczęście udało się i mogliśmy ruszać dalej.

Trasa wiedzie grzbietem przez tzw. Młaki, a to teren raczej odsłonięty, i tu wiatr dał nam się we znaki, choć mniej niż się spodziewaliśmy. Generalnie szło się bardzo przyjemnie, a jagodziska na Pustej Wielkiej nie zmieniły się od lat, choć w śniegu wyglądały zupełnie inaczej niż w lecie. Na Pustej silny wiatr, który szybko zgonił nas z wierzchołka na dół na szlak do Szczawnika i Muszyny.

W Szczawniku obejrzeliśmy kościół będący dawną łemkowską cerkwią. Beskid Sądecki to najbardziej na zachód wysunięty obszary występowania takich obiektów. Niestety sama Muszyna to był ekologiczny koszmar. Cała miejscowość zasnuta była gryzącym, śmierdzącym, siwym dymem. Taka pora roku…

Dzień 4. Muszyna -> Kraczonik -> Leluchów

Lekko podduszeni dymem zaczęliśmy ostatni dzień. Niestety zrobiło się cieplej i na pierwszym etapie z Muszyny na Dubne wdrapywaliśmy się bardziej po błocie niż śniegu. Na szczęście wyżej było już biało, ale znów zerwał się bardzo mocny wiatr, więc zrobiło się średnio przyjemnie. Szliśmy jednak niepowstrzymanie dalej na Kraczonik (uwaga! ten szczyt oznaczony jest w dwóch miejscach), aż do prawie pionowego zejścia do miejscowości Leluchów. Tutaj po obkupieniu się w ciepłe skarpety, udało nam się stamtąd dotrzeć z powrotem do Muszyny, A stąd transport do Krakowa i dalej do Warszawy.

Trasę polecamy serdecznie. Każdy znajdzie tu coś dla siebie: ciche lasy, wietrzne hale, świetne schroniska i miłe spacerowe trasy. Te cztery dni oceniamy bardzo pozytywnie i szykujemy się na kolejne etapy naszego projektu!

Statystyka:
Karpacki Szlak Graniczny – wykonano w 7.5 %

Zasady przejścia

Po kolejnych naszych wypadach (Gorce i Beskid Sądecki) oraz niestety kontuzjach (Piotr) dochodzimy do wniosku, że trzeba lekko zmienić ustalone przez nas samych zasady przejścia karpackiego szlaku granicznego. Otóż, po pierwsze, za wszelką cenę unikamy asfaltów! To jest zabójcze dla stóp, niezależnie od wszelkich kontuzji. Po drugie – nie trzymamy się sztywno samej granicy. 

Warto czasem zboczyć od słupków, aby zobaczyć coś pięknego: panoramy, pomniki przyrody, malownicze wsie albo przespać się w przyzwoitych warunkach. Co nie zmienia dążenia do przejścia możliwie jak najwięcej samą granicą, ale z rozsądnymi odejściami.

Co przez to rozumiemy? Choćby to, że zamiast gonić asfaltem z Wołosatego do Ustrzyk Górnych (bo to szlak najbliższy granicy) zamierzamy przejść szlakiem przez Halicz, Tarnicę i Szeroki Wierch. Trasa zdecydowanie bardziej malownicza, z widokami na których nam zależy. Albo to, że chcemy zajrzeć do Wysowej Zdroju, zamiast obchodzić ją dookoła i podziwiać z odległości.

Podsumowując: jeżeli gdzieś jest fragment szlaku asfaltowy, to wybieramy szlak mniej więcej równoległy, który idzie przez góry. Albo podjeżdżamy rowerem / okazją / busem. Odchodzimy w bok do ciekawych miejsc. Ogólnie – nie trzymamy się słupków za wszelką cenę. Rozsądek przede wszystkim!